Kicz wyciska łzy wzruszenia. Pierwsza łza mówi: jakie to piękne, dzieci biegnące po trawniku!
Druga łza mówi: jakie to piękne, wzruszać się wraz z całą ludzkością dziećmi biegnącymi po trawniku! Dopiero ta druga łza robi z kiczu kicz.
Milan Kundera, Nieznośna lekkość bytu
Kiedy zbliżają się święta - nieważne, Wielkanoc, Boże Narodzenie czy inne, którym towarzyszy bogata oprawa i rytuał, toczę małą, prywatną wojnę. Rozgrywa się ona po cichutku, bez fajerwerków, w głębi duszy. A stawką jest dusza właśnie.
Bo tak się jakoś składa, że im bogatszy obrządek, tym częściej ociera się o kicz. Choinki, baranki, szopki, pisanki, kurczaczki, palemki... Panoplia symboli, motywów, ozdób i ornamentów. Tak bogata, że jak się człowiek nie postara, łatwo w tym grzęźnie. Łatwo to polubić. Łatwo tym się zachwycić. I zamiast świętować, czyli się uświęcać, zachłysnąć się tanim wzruszeniem.
Czy jest od tego ucieczka? Zacytowany wyżej Kundera dał jakże celną odpowiedź - trzeba pytać. Bo w krainie totalnego kiczu odpowiedzi są z góry ustalone i wykluczają jakiekolwiek pytania. (...) Pytanie jest jak nóż, który rozcina płótno namalowanej dekoracji, abyśmy mogli zajrzeć, co się za nią kryje.
Tylko, że to, cholera, wcale nie jest takie łatwe.
