Pokazywanie postów oznaczonych etykietą życie ziemskie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą życie ziemskie. Pokaż wszystkie posty

środa, 21 września 2011

Wolę powoli

Praca pod presją czasu, pośpiech, zmęczenie. Wszystko to wywołuje ogromny stres. Jeśli trwa zbyt długo, zacznijmy martwić się o swoje zdrowie... Takie oto zdanie rzuciło mi się w oczy, gdy po długim, męczącym i - co tu dużo gadać - stresującym dniu w delegacji kliknęłam w artykuł na wp.pl zatytułowany "Uważaj! To zabija powoli..."

No, ładnie - pomyślałam - wszystko się zgadza. Wczoraj poszłam spać grubo po północy. Obudziłam się o 4-ej nad ranem. Wysłałam 5 maili. Napisałam tekst wystąpienia na konferencję. O 7.30 odbyłam wysoce stresujące spotkanie, które z założenia miało być śniadaniem, ale przełknąć cokolwiek było trudno. Potem cały dzień przeżyłam w poczuciu, że doba jest za krótka i nie ma cienia szans, by z wszystkim zdążyć. No i nie zaliczyć przy okazji wpadki.

Praca pod presją czasu, pośpiech, zmęczenie, stres. Zaczynam się martwić. Bo TO ZABIJA POWOLI. Zaraz, zaraz... Czy to znaczy, że lepiej by było, gdyby zabijało szybciej? Znienacka? Zza węgła? Tak - łups! - i po krzyku? Że - dajmy na to - dostaję stresującego maila, na którego muszę odpowiedzieć szybko, już, natychmiast i zaraz po tym, jak wcisnę ENTER, padam trupem?

O, nie, mili państwo! To ja dziękuję uprzejmie! Pani BB jednak woli powoli. Bo, jak wynika z jej życiowego doświadczenia, życie od samego początku zabija. I na ogół trwa to jakieś kilkadziesiąt lat. W dodatku, zabija tylko częściowo - duszy nie tyka.

No, ale to już całkiem inna historia.


sobota, 9 kwietnia 2011

Aplikacja do nieba

Parę dni temu moja córka licealistka pisała pracę domową z przedmiotu o wiele mówiącej nazwie „Podstawy przedsiębiorczości”. Jak wiadomo, na tym łez padole generalnie lepiej się żyje przedsiębiorczym, zatem MEN dba o to, by przyszłość narodu wyposażyć w stosowną wiedzę w tym zakresie. Praca domowa polegała na napisaniu „listu motywacyjnego” (inaczej zwanego aplikacją), czyli pisma, które ma przekonać potencjalnego pracodawcę, by nas zatrudnił. Kandydat wymienia w nim wszystkie swoje - prawdziwe i wyimaginowane: kwalifikacje, doświadczenia, zalety, zasługi i tym podobne kwiatki, dbając wszelako, by wszystko to brzmiało choć z grubsza prawdopodobnie.

Kiedy więc moje dziecię męczyło się nad wymyślaniem przyczyn, dla których firma X powinna ją zatrudnić jako księgową, przyszło mi do głowy, że przedsiębiorczość – owszem, rzecz fajna, ale chyba nie zawsze się sprawdza. No bo wyobraźmy sobie… Jako osoba wybitnie przedsiębiorcza, siadam i piszę aplikację do… nieba. Szłoby to mniej więcej tak: Szanowny Panie Boże, nawiązując do ogłoszenia zamieszczonego w Piśmie zwanym Świętym, pragnę przedstawić moją kandydaturę na stanowisko Osoby Siedzącej po Prawicy. Jestem przekonana, że posiadam wszelkie niezbędne kwalifikacje, a moja dotychczasowa droga zawodowa pozwala mi sądzić, że sprostam i temu wyzwaniu...

Dalej wymieniłabym liczne zalety, które niewątpliwie predestynują mnie do tak zaszczytnego stanowiska. No i załączyłabym c.v., bez którego aplikacja jest – jak wiadomo – niepełna. Musiałabym tylko zataić w „cefałce” to i owo, żeby zwiększyć swoje szanse. Na koniec dodałabym skromnie, że w razie niemożności zajęcia stanowiska Osoby Siedzącej po Prawicy, Lewicą też nie pogardzę.

A potem... Potem musiałabym mój śliczny list wyrzucić do kosza. Bo przypomniałabym sobie, że Adresat bardziej ceni pokorę niż przedsiębiorczość. A poza tym – On i tak wie swoje.