Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zbigniew Herbert. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zbigniew Herbert. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 16 września 2014

Wojna i guziki


Wrzesień zwykle nastraja mnie melancholijno-refleksyjnie. Skończyły się wakacje (a szkoda!), zaczął rok szkolny (niestety!), a od pierwszego poczynając, na głowę walą się kolejne, niewesołe rocznice. Jak się człowiek choć trochę uczył historii, nie sposób uniknąć przygnębiających refleksji.

Ten rok, na tle poprzednich, do takich rozmyślań nastraja w sposób szczególny i nie muszę tłumaczyć, dlaczego. I choć zgadzam się, że proste analogie prowadzą donikąd, i choć wierzę, że tym razem historia pójdzie innym torem, po głowie, nie wiedzieć czemu, plącze mi się od kilku dni wiersz Herberta "Pożegnanie września". O dniach amarantowych jak lanca ułańska. O Polakach i bagnetach. I o guzikach, których Wódz obiecał nie oddać, a one się śmiały: "Nie damy, nie damy chłopców płasko przyszytych do wrzosowisk"... Może nie powinnam była tak pilnie się uczyć literatury?

czwartek, 11 października 2012

Herbertem po oczach


Tukidydes mówi tylko
że miał siedem okrętów
była zima
i płynął szybko…


Zbigniew Herbert, Dlaczego klasycy

Cytowany wyżej wiersz przypomniał mi się, kiedy parę dni temu moi pracownicy po raz kolejny tłumaczyli się mętnie, dlaczego zlecona im robota jeszcze nie leży na moim biurku. Powody były rozliczne, zupełnie od nich niezależne, a winni skandalicznego opóźnienia byli, rzecz jasna, inni. W odpowiedzi na te jęki, wydrukowałam Herberta w kilku egzemplarzach i ofiarowałam moim pracownikom z prośbą, by w wolnej chwili zechcieli go sobie przeczytać i przemyśleć.

I teraz się obawiam, czy to nie było zbyt duże ryzyko. A co, jeśli obdarowani dojdą do wniosku, że Tukidydes był pozbawionym instynktu samozachowawczego frajerem? Bo cóż właściwie osiągnął tym skromnym wyznaniem,  sprowadzającym się do stwierdzenia: zrobiłem, co mogłem?  Tylko tyle, że przez długie lata borykał się z losem banity. Którego to losu może by uniknął, gdyby trochę pogłówkował. Trzeba było zwalić na przeciwne wiatry (winna przyroda), fatalny stan techniczny okrętów (winny ten, który je remontował), kiepskiego nawigatora (winny nawigator oraz ten, kto go szkolił), a w ostateczności na syreny, które wodzą marynarzy na manowce, co skutecznie opóźnia przybycie z odsieczą. Mieszkańcy Amfipolis trochę by się powkurzali, ale w końcu by odpuścili. 

Bo przecież wiadomo - z syrenami nikt nie wygrał...